Bardzo wyjątkowa sesja RV, gdyż temat był jednocześnie wspólny i osobny dla postrzegających. Badaliśmy część duchową naszej świadomości = duszę = MTJ (Moja Totalna Jaźń), ale każdy swoją własną, czyli pod bardzo osobistym kątem. Wszyscy uczestnicy sesji odnaleźli się (w swojej?) przestrzeni niefizycznej, przedstawiającej się w spersonalizowany i symboliczny dla nich sposób. Pojawiło się też bardzo dużo elementów wspólnych (synchronizmów) pomiędzy viewerami, mogących potwierdzać teorię zunifikowanego pola archetypów nieświadomości zbiorowej (patrz Carl Gustav Jung), a może również stanowiące dowód na spójny i "obiektywny" obraz świata duchowego?
MTJ: nie pamiętam, gdzie pierwszy raz usłyszałem tę nazwę: czy u Roberta Monroe, czy u Bruce'a Moena, czy u Jarosława Bzomy 😀.
Mój transkrypt z tej sesji RV podzielę na 2 części:
- w pierwszej opisuję istoty duchowe poruszające się wokół ciemnego obiektu, czegoś w rodzaju czarnej dziury czy nawet całego wszechświata materialnego. Istoty nie są zainteresowane fizycznością, nudzi ich to,
- w drugiej skupiam się na świetlistych kulach - świadomościach, w które istoty duchowe wlatują, zwiedzają i uprawiają "nieskończony Erasmus" 🤣. To jest główny cel ich istnienia,
Pod koniec artykułu dodaję wyciąg z raportów innych uczestników, staram się pokazać ich wizje i elementy wspólne 😎.
-
- Część fizyczna,
- koliste, spiralne, skierowanie do środka okręgu, w głąb,
- jestem cały czas w tym dookólnym wirowaniu, latam sobie dookoła, ale w środku okręgu jest "coś",
- okrąg jest płaski, przypomina horyzont zdarzeń w "Gwiezdnych Wrotach", mogę go oglądać z każdej strony. Przejście, portal, membrana, wrota, (Artykuł: Membrana, bariera, zasłona zapomnienia, kapsuła przywracania wspomnień)
- struktura oddzielająca jedną przestrzeń (jakość) od innej, jak membrana, nieskoczenie cienkie lustro. Mogę wlecieć w tę membranę, ale nie widać drugiej strony. Kiedy wlatuję w membranę, roztapiam się, dezintegruję, zupełnie jak w Stargate, ale nie przelatuję nigdzie dalej, jestem taki, jak membrana: zupełnie płaski, jak warstwa subatomowa, przestaję istnieć w pierwotnej przestrzeni. Tracę formę, staję się jednym ze wszystkim dookoła.
- AOL: horyzont zdarzeń w czarnej dziurze, (Artykuł: Czarna Dziura),
- dziwne jest to, że nigdzie dalej nie trafiam, nie przelatuję dalej, jestem w tej membranie i tracę formę, ale nadal istnieję. Wszystko tam dolatuje i przestaje istnieć, rozpływa się, roztapia, staje się płaskie, rozsmarowuje jak masłem na mikro-mikroskalę,
- widzę wokół siebie istoty podobne do mnie, przyglądają się trochę z rozbawieniem moim próbom wlecenia w obiekt. Wlatuję, dezintegruję i wylatuję z powrotem niezmieniony. Patrzą na mnie pobłażliwie jak na młodego kociaka: a niech sobie sam spróbuje i się przekona, że to nie jest nic ciekawego i wartego uwagi 😄. Dla nich to jest tylko kolisty obiekt, jeden z wielu, nic nie zmieniający w ich istnieniu, to jest dla nich taka zabawka, pokręcą sobie jak bączkiem, popatrzą i polecą dalej, (Artykuł: Świadomości dusze duchy),
- obiekt porusza się ruchem obrotowym, a cały okrąg kręci się jeszcze wokół pionowej osi symetrii, trochę jakby na nitce. Wiruje jak obracająca się moneta na krawędzi,
- jest wiele takich okręgów oddalonych od siebie olbrzymimi odległościami, w przestrzeni pomiędzy nimi można się swobodnie przemieszczać,
- te okręgi wprost przypominają czarne dziury i pochłanianie materii. Materia dolatuje i znika, dezintegruje się, roztapia, (Artykuł: Wszechświat(y)),
- istoty duchowe się z tego śmieją, nic ich nie dotyczy, to tylko świat i proces materialny,
- jedyne świadomości, które wyczuwam, to są te istoty dookoła, sam obiekt nie ma żadnej świadomości,
- odbywa się tam "suchy" transfer, jakby fizyczny. Obiekt, proces, mechanizm, część zaprojektowanej maszyny rzeczywistości, (komentarz: a może inkarnacji? Artykuł: Modele dusz i inkarnacji),
- istoty niefizyczne mają skrzydła jak archanioły, albo jak jaskółki, zależy jak na nie spojrzeć, to taka metafora tylko. Metafora dotyczy swobodnego "lotu" albo przemieszczania się w przestrzeni niefizycznej, wolności od ograniczeń przestrzeni i czasu, (Artykuły: Archanioł-Serafin, Czas),
- chyba nawet wszyscy są zadowoleni z tego braku ciężkości materii i uzależnienia od grawitacji świata fizycznego,
- czarna przestrzeń, która "ssie", ciemny lejek w znaczeniu "nie świecący", czarny, bezduszny, mechaniczny, bez świadomości,
- nadal się pukają w niefizyczne czoło i pytają, po co się tak upieram z tym badaniem tego obiektu?
- Część fizyczna,
- Część niefizyczna,
-
- Ich o wiele bardziej interesuje światło, są takie punkty, tam się coś dzieje, jest jakaś energia, zmiana, ciepło, przyciąganie, interakcja,
- o: i przez światło można sobie skakać i przelatywać,
- każde z tych świateł wygląda jak Bóg-Źródło, tyle że jest tego dużo. Każde z tych świateł przeprowadza na "drugą stronę", tam jest inne światło, można tak w nieskończoność sobie skakać, (Artykuł: Bóg = Stwórca = Źródło = Energia Wszystkiego),
- przeskoki z jednych przestrzeni duchowych do innych, inne światy, warstwy, jakości, plany egzystencji. To jest jak odwiedziny znajomych w innym mieście czy państwie. Świadomości sobie podróżują, rozmawiają z innymi świadomościami, po czym lecą dalej, taki nieskończony Erasmus 🤣,
- każde światło jest osobną istotą duchową (Bogiem) i jednocześnie całym światem duchowym wewnątrz,
- można sobie przeskakiwać od jednego Boga do innego, od koloru do wyboru, jak się tylko zamarzy, pełna wolność doświadczania,
- fraktal, rekursywność, wszystko jest jednocześnie i na zewnątrz i w środku, nie ma skali, nie ma duże czy małe,
- wszystko i tak jest częścią wspólną wszystkiego, to trochę kwestia dostrojenia czy selekcji wibracji, ale dla mnie to jest tylko kwestią umowną,
- mogę być przecież jednocześnie i małym punktem i całym światem, czyli Bogiem,
-
Subiektywny wyciąg z raportów innych viewerów, synchronizmy ze mną zaznaczam na zielono, pomiędzy innymi uczestnikami na niebiesko.
Kamil:
- Fraktal, ośmiornica, macki, spirala, symetryczność, kolaże. Powolny ruch, membrana, ruch delikatny - coś bardzo elastycznego. Powolne ruchy do przodu i do tylu. Skojarzenie mentalne - czarna dziura. Galaktyka - czuję mocne pochłanianie, wciąganie,
- Coś zawieszonego w przestrzeni. Spróbowałem tam wejść ale był to jakiś rodzaj tunelu, żyły, mocno energetycznego, coś zaczęło mną kręcić bardzo szybko, ale nigdzie nie zostałem przeniesiony, tylko bardziej „wypluty”,
- Mam wrażenie, że sam cel jest bardzo świadomy, jakiś taki niezależny organizm. Też miałem mała przebitkę do sesji o Archaniołach, ale teraz mam wrażenie, że sam cel jest częścią wszechświata, a nie niezależnym bytem. Tutaj mogę się mylić, ale zauważyłem taką półprzeźroczystą aurę, co mogło wskazywać ze to jest część kosmosu,
- Skojarzenie mentalne płuca wszechświata, membrana też,
- AOL: film Matrix i scena, gdzie zielone cyferki i literki lecą z góry do dołu. Rozumiem to tak, że chodzi o jakiś "backend",
- przyciąga mnie wizja wielkiej sieci neuronowej, po której można się przemieszczać. Mam wrażenie, że to co widzę to nie są neurony a bardziej linie czasu,
- z mojej fizycznej perspektywy ten koncept wydaje mi się abstrakcyjny - jakby wyższy wymiar niż czas i przestrzeń, ale właśnie poruszanie się po czasie i jeszcze w kolejnym wymiarze, jakby po różnych czasach. Odbieram to jak podróże w czasie, ale nie wygląda to tak jak sobie to wyobrażałem wcześniej,
- przychodzi mi zobrazowanie tego jako analogia pojedynczej nitki i tworzenia z niej sznurka. Jakby do każdej istoty albo nawet atomu we Wszechświecie była przywiązana nitka i to obrazuje jedną linię czasu (chociaż każdy atom ma ich nieskończenie wiele), dodatkowo każdy atom jest gdzieś - np. na powierzchni Ziemi i Ziemia się obraca i przemieszcza, co powoduje zaplatanie tych wszystkich nitek w sznur. Dodatkowo inne planety i galaktyki tak samo się zaplatają, tworząc właśnie to coś, co na początku opisałem jako sieć neuronową,
- jest to jakby zapis tego wszystkiego, co się dzieje - no i po skręceniu niektóre obszary tej sieci są obok siebie i jest możliwość wpływu z jednej nitki na otaczające, ale wpływ na nitki od siebie daleko oddalone jest minimalny,
- brak oceny i podziału na dobro oraz zło, akceptowanie wszystkiego i rozumienie, że wszystko jest potrzebne,
- nie wyczuwam w tym świadomości, raczej algorytm i w różnym stopniu napełniające się zbiorniczki czy wskaźniki, które decydują swoją wagą o kierunku dalszych zmian,
Jacek:
- wokół jest biało i cicho, jakby wśród mgły. Czuję, że przez tę mgłę podróżuję. Przemieszczam się bez punktów odniesienia i bez grawitacji,
- ej... to dziwne, bo ta podróż się nie kończy... ona sama w sobie jest jakaś "znacząca". Proces przemieszczania się bez punktów odniesienia. Niby w kosmosie, ale w kosmosie powinno być czarno, a jest biało,
- to jest podróż, która nie ma na celu zmiany miejsca. Nie o taką podróż chodzi,
- to jest bycie. Taka zupełnie inna wersja podróży,
- wokół wszystko jest takie samo, a właściwie nie ma nic, a jestem w ruchu. W stałym permanentnym ruchu i w ciągłej zmianie. Przy czym ta zmiana nie wyraża się niczym zauważalnym,
- To uczucie jest bardzo przejmujące, doniosłe, podniosłe, bardzo przyjemne,
- jeśli się nie mylę, to to, co opisywałem powyżej, reprezentuje właśnie świadomość, na takim poziomie, że nie ma już nic konkretnego, bo nie musi być. Wszelki kontur jest niepotrzebny, bo byłby ograniczeniem, a właściwie uproszczeniem. Przez co dokonywałby się umniejszenie stanu faktycznego.
- Czyli w przełożeniu na konkret: cel posiada (posługuje się) świadomością absolutną, lub do niej zbliżoną. Ewentualnie jeśli "cel" nie jest podmiotem (a nie czuję żeby mi się personifikował), to w obrębie celu, taki poziom świadomości ma miejsce,
- kurczę, doświadczenie "świadomości absolutnej" było bardzo wspaniałe, do teraz mam ciarki i lekkie drżenie całego ciała. Oczywiście zakładam, że to była tylko próbka i do dostosowana do tego co mogę znieść, ale to było super,
Edyta:
- kula = gwiazda święcąca i duży promień,
- spokój, wyciszenie, jakby raj oświetlony, jasność,
- jest wiele istot duchowych, ale nie widzę ich, tylko wyczuwam. Jakbym czuła obecność tych samych istot, które widziałam w sesji o Watykanie, ale coś mnie wyciąga z tego, jakbym miała "płynąć" dalej, gdzie jest mniej jasności,
- ten promień "przeciął" moje ciało, jakby zaznaczył go, ale cały czas mnie coś wyciąga poza to - jakaś siła najwyżej neutralna, jakbym musiała walczyć, żeby w tym jasnym miejscu pozostać,
- ciekawe, bo podczas medytacji, w momencie kiedy mówiłeś o wewnętrznym połączeniu, zobaczyłam jakby szczelinę na klatce piersiowej, a teraz to światło w tym samym miejscu jakby "zaznacza" swoich ludzi, w stylu chrztu. Oznacza istoty i pojawia się zanim ludzie/istoty wejdą do tej jasnej przestrzeni,
- ten "raj jasny" - jest niby mały z zewnątrz, ale w środku jest nieskończenie duży/przestrzenny. Coś jak niebo z widziane z samolotu, z lekkimi chmurkami. Coś, "gdzie się usypia na zawsze",
- kiedy się oczy zmruży na chwilę, nagle dusza przyspiesza. Pokonuje bardzo szybko duże odległości, w stylu prędkości światła, na końcu się zderza ze ścianą, wpada w dół - a tam jest "mgła"/"mleko" i nic nie widać teraz,
- przez chwilę tam trzeba być, ale ktoś wyciąga pomocną rękę. Nie wiem kto, ale ta istota ma pomóc wyprowadzić mnie gdzieś, musze jej zaufać, trzyma mnie za rękę i płyniemy (ja widzę tylko rękę we mgle). Chyba chodzi o to, żeby zaufać i poddać się prowadzeniu, bo sama nic nie widzę i nie wiem, gdzie iść,
- ha, wróciłam chyba do tego samego miejsca - "jasnego raju", ale teraz lepiej słyszę i może trochę lepiej widzę. Na pewno jest głośniej, dużo śmiejących się głosów zabawy,
- natomiast nie czuję się tu "spełniona". Jestem jakby zawsze obca. Chyba te raje to nuda,
- ale to jakaś poczekalnia chyba, nie wyczuwam tu najwyższych duchowych istot. Może obserwują, ale nie ma ich tu oficjalnie. Trochę sztuczne to miejsce,
- tu ogólnie to nie ma się gdzie "schować". Sama mało widzę, tylko słyszę śmiechy, a czuje się "jak na patelni" = obserwowana. Ale po co? przecież nic nie robię...
- cały czas tam jestem. Jakbym bitwę stoczyła. To było bardzo szybkie, może coś w stylu "jakby wszystkie wcielenia" się przeze mnie przetoczyły. Złe i dobre. Ale to było takie szybkie, ze czułam się jakbym tylko wirowała odczuwając w ciele,
- potem podniosłam głowę - ponad ten "świetlisty raj, może czyściec" - jakby to było duży kokon,
- bo we mnie jest cały czas ten bunt duży, cały czas mną "wywraca" a ja idę pod prąd. Nie wiem czy chcę tam być, ani nie wiem, czy chcę poza tym miejscem,
- mnie czasami wyrzuca poza to miejsce - jakbym głowę wystawiała poza okno,
- ja po prostu nie umiem odpoczywać, a tam nie ma co robić. Wyciszyłam się, kiedy przyszło mi do głowy, że to może nie ja mam tam "odpoczywać" czy "oczyszczać się" ale mam jakąś inną rolę, mniej nudną,
Z:
- Ciemny tunel, taki niematerialny, na końcu jest stan nieważkości. Istotnym wydaje się być to, że tunel jest równoległy. W tej przestrzeni nieważkości mignęły mi jakieś podmioty ale jest pusto,
- Tym podmiotem jest Archanioł albo istota podobna do tych z sesji z Archaniołami,
- Ta istota ma jakiś związek ze mną. jak byśmy byli na podobnym poziomie?
- To chyba ja w innym wymiarze. Poczułem też napływ energii witalnej,
- To jest taki byt niematerialny. Gdy złapałem go za rękę, to się rozpłynął, nie dostrzegłem twarzy. Bardzo mi się kojarzy z archaniołami, ale jest jakby częścią mnie, albo energetycznie jest ze mną zbieżny. Gdy go dostrzegłem, wirował w tej przestrzeni po okręgu, odwrotnie do ruchu zegara. w tej przestrzeni usłyszałem gromki śmiech, Sam się lubię tak śmiać,
- W tej przestrzeni mogę lewitować, leżeć i się unosić na wznak. To daje bardzo miłe uczucie. Tam jest więcej elementów, czuje to, ale jakby jeszcze ich nie dostrzegłem. Tam jest obłok, na którym mogę leżeć. Na tym obłoku czuję się lepiej niż w moim magicznym ogrodzie,