Polska, region Polesia, takie prawie Podlasie 😉. Idziemy z M. i E. wzdłuż drogi w leśnym zakątku, jest tam wiele magicznych detali stworzonych przez właścicieli agroturystyki. Jednym z nich jest tabliczka z opisem miejsca, w którym kiedyś stał dom Szeptuchy (wiedźmy = tej, która wie), po którym dzisiaj nie ma już żadnego śladu. Coś przykuwa moją uwagę pomiędzy drzewami, zauważam kształty niepasujące do otoczenia. Wchodzę w chaszcze, zbliżam się do kolumny kilkudziesięciu gałęzi czy pni rosnących i jakby splecionych jeden z drugim. Natychmiast wyczuwam niesamowitą energię wypełniającą to miejsce. Dotykam drzewa, moje zmysły się zawężają i skupiają tylko na nim i na śpiewającym pojedynczym ptaku. Widzę staruszkę, niską, zgarbioną, w chuście na głowie. To jest ona: Szeptucha. Jej ciało fizyczne jest mizerne, ale otaczająca moc potężna. Na początku broni tego miejsca, więc się przedstawiam, wysyłam do niej światło i energię serca, wyrażam szacunek dla niej i jej domu, opowiadam czym się zajmuję. Ona się uspokaja i akceptuje moją obecność, ale wyczuwam, że jest nieufna do mężczyzn, chyba spotkała ją jakaś krzywda. Mówi do mnie poprzez tego świerogotającego ptaszka. Oglądam otoczenie fizycznie i niefizycznie, widzę w pobliżu długi rów, gdzieś blisko niego musiała stać jej chatka. Proszę ją o wsparcie moich działań i badań, pracujemy przecież w podobnych obszarach duchowych (czy duszowych).

Odchodzę z tego miejsca, by przyprowadzić tu M. i E. Są zaskoczone i zaciekawione. Kiedy wspólnie dotykamy drzewa, ogarnia nas potężne poczucie euforii. Ponownie słyszę tego śpiewającego ptaszka. Przychodzi do mnie imię na literkę "G", takie wschodnie, jak Genadija. A M. słyszy imię Nadia i też widzi małą staruszkę w chustce! M. prosi szeptuchę o pomoc i wsparcie, ale robi też coś, co mnie zaskakuje, ale wypływa z niej całkowicie naturalnie: pyta Szeptuchę, co ona sama od siebie może dla niej zrobić. Otrzymuje odpowiedź, że przydadzą się jej kwiaty i zapalona świeczka. Idziemy na łąkę, zbieramy dla niej polne kwiatki i zioła, a świeczkę zapalimy po powrocie do domu.

Wracamy do drzewa, dajemy dar w postaci tych kwiatów. Czujemy wdzięczność i wzruszenie, pada nawet kilka łez. Szeptucha mówi do M.: "witaj siostro"! Widzę uśmiech staruszki, niemal bezzębny, ale pełen ciepła i radości. M. i E. dziedziczą po babce i prababce zdolności wiedźmowe, może jeszcze zakryte i nieujawnione.
Wychodzimy z tego zadziwiającego miejsca, naładowani niesamowitą magiczną energią. Nasze zmęczenie gdzieś uleciało, czujemy moc do działania, aby nasze życie się odmieniło i przeszło na następny etap.

Minął już cały rok od pierwszej wizyty, wracamy w to samo miejsce.
Wchodzę na teren, najpierw chodzę dookoła, staram się wyczuć, co tam się dzieje, na przykład: gdzie stał ten dom? Czuję, że za rowem, raczej nie po stronie, gdzie jest leszczyna. Wracam do drzewa, M zaczyna grać na harfie kryształowej specjalnie dla szeptuchy i przychodzi mi jedno słowo na myśl: „pożegnanie”. Widzę kobietę w oddali, jest raczej młoda i wesoła, nie wygląda jak staruszka. Kiedy zwracam na nią uwagę, ona się zbliża, ale nie zostaje bezpośrednio w tym miejscu, jakby ten etap był już zamknięty. Cała poprzednia energia nienawiści do mężczyzn czy żalu jest już uwolniona. Po dłuższej chwili zaczyna śpiewać ptaszek, tak samo, jak rok temu, M też go słyszy. Wydaje mi się, że przy leszczynie po lewej stronie są złożone kości, nie wiem, czy to czasem nie jest ona, bo mam wrażenie, że to jest kobieta w pozycji embrionalnej. Kości są bardzo płytko, dlatego zaczynam grzebać, może coś znajdę, żeby potwierdzić wizję. Znajduję malutki fioletowy kwiatek, nigdzie więcej dookoła nie widzę żadnych kwiatów, jest przecież jesień. Szeptucha sobie odlatuje, harfa uwalnia i zamyka pewną energię, nic jej już tam nie trzyma.

Mam wizję przyszłości tego miejsca, to taka podróż w czasie. Znikają drzewa, jest pusty teren i powstaje osiedle małych domków jednorodzinnych. Drzewa już nigdy nie wracają, a domki się rozsypują jak piasek na wietrze i ostatecznie nic tutaj nie pozostaje. Mogę sięgać na dziesiątki albo nawet setki lat do przodu. To miejsce jest uwolnione, nie ma już energii, nie ma pamięci o tym, co było. Po drodze właśnie jeździ ktoś na motorze crossowym i nam przeszkadza, kojarzę tę sytuację jako dowód na zatarcie przeszłości. Motocyklista żyje własnym życiem, ludzie są zajęci swoimi sprawami, nieświadomi historii.
Inne osoby, które odwiedzają to miejsce, też widzą raczej młodą kobietę oraz coś w rodzaju zmiany czy podróży w czasie. Można to potraktować jako element synchronizmu.


![]() |
![]() |
![]() |
Zastanawiam się, czy ten rów nie był czasem okopem z czasów 1 W. Św. z 1915r., albo trochę później z 1920r? Wskazywałoby na to jego duża głębokość: dzisiaj pozostaje jeszcze ok, 1,5m oraz przebieg ze złamaniami pod kątem prostym. W takim przypadku znalezienie szkieletu byłoby znacznie bardziej prawdopodobne, jak również odczucie energii doznanej krzywdy wyrządzonej kobiecie przez żołnierzy.


