Polska, region Polesia, takie prawie Podlasie 😉. Idziemy z M. i E. wzdłuż drogi w leśnym zakątku, jest tam wiele magicznych detali stworzonych przez właścicieli agroturystyki. Jednym z nich jest tabliczka z opisem miejsca, w którym kiedyś stał dom Szeptuchy (wiedźmy = tej, która wie), po którym dzisiaj nie ma już żadnego śladu. Coś przykuwa moją uwagę pomiędzy drzewami, zauważam kształty niepasujące do otoczenia. Wchodzę w chaszcze, zbliżam się do kolumny kilkudziesięciu gałęzi czy pni rosnących i jakby splecionych jeden z drugim. Natychmiast wyczuwam niesamowitą energię wypełniającą to miejsce. Dotykam drzewa, moje zmysły się zawężają i skupiają tylko na nim i na śpiewającym pojedynczym ptaku. Widzę staruszkę, niską, zgarbioną, w chuście na głowie. To jest ona: Szeptucha. Jej ciało fizyczne jest mizerne, ale otaczająca moc potężna. Na początku broni tego miejsca, więc się przedstawiam, wysyłam do niej światło i energię serca, wyrażam szacunek dla niej i jej domu, opowiadam czym się zajmuję. Ona się uspokaja i akceptuje moją obecność, ale wyczuwam, że jest nieufna do mężczyzn, chyba spotkała ją jakaś krzywda. Mówi do mnie poprzez tego świerogotającego ptaszka. Oglądam otoczenie fizycznie i niefizycznie, widzę w pobliżu długi rów, gdzieś blisko niego musiała stać jej chatka. Proszę ją o wsparcie moich działań i badań, pracujemy przecież w podobnych obszarach duchowych (czy duszowych).




