Wizja z odwiedzin w kamiennym kręgu przypisywanym pogańskiemu ludowi Galindów, zlokalizowanym w miejscowości Długi Kąt (warmińsko-mazurskie). Teren znajduje się w lesie, jest otoczony drewnianym płotem, a sam krąg jest niemal niewidoczny, pozostały już po nim tylko rozrzucone kamienie.
Wchodzę do kręgu, siadam przy jednym z kamieni, wczuwam się w energię otoczenia. Widzę pojedynczego kapłana: ma czapkę trochę przypominającą andyjską, a trochę sumeryjską, taką ze spiczastym czubkiem, a długie pasy materiału schodzą w dół wzdłuż uszu. Jest sam, dookoła kręgu stoją pochodnie na wysokich palach. Na płaskim kamieniu wewnątrz kręgu składa ofiarę z wołu, wycina narządy wewnętrzne i podnosi je do góry. Jest dużo koloru jasno-czerwonego na ołtarzu. Odnoszę wrażenie, że ten kapłan jest samotny, tak jakby kiedyś wokół tego kręgu stało z 20 osób, ale z czasem było ich coraz mniej i mniej, aż w końcu został tylko on. Kapłan zdaje sobie sprawę, że jest ostatni z rodu, z tych, którzy kultywują prastare tradycje.
Stoję przed nim w świetlistej postaci, on mnie widzi i traktuje jak Boga. Raczej nie możemy ze sobą rozmawiać właśnie dlatego, że on jest jakiś onieśmielony czy przestraszony i nie ma równego poziomu do komunikacji. Przekazuję mu więc życzenia pomyślności i dobrobytu, ale czuję, że on już położył kreskę na życiu, że myśli, jest już po wszystkim. Widzę, jak wcześniej jego wioskę otoczyli jeźdźcy na koniach, dosyć ciężkozbrojni, mają długie płaszcze z czarnymi krzyżami, więc to zapewne byli Krzyżacy. Oni wyplenili wszystkie lokalne religie i on został ostatni.
![kamienny krąg Galindów kamienny krąg Galindów]()