Krótka wizja z celi więziennej podczas zwiedzania Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Warszawie.
Jest to miejsce pełne cierpienia, nieszczęścia i śmierci. W budynkach więzienia wciąż są obecne energie torturowanych i zamęczonych ludzi, ale większość z nich jest już świadoma tego, co ich spotkało i mają zrozumienie, że jest po wszystkim. Dojrzałe dusze wiedzą, że życie na Ziemi jest ciężkie i że często są odgrywane role oprawców i ofiar. Mimo wszystko nie radzę odwiedzać tego miejsca ludziom wrażliwym na ciężkie energie i nieodpornym na silne negatywne emocje. Przed wejściem i po wyjściu najlepiej otoczyć się i oczyszczać światłem i odciąć się od całego tego otoczenia.
Kiedy idę wzdłuż cel, widzę w otwartych drzwiach dusze (duchy) więźniów, stoją dumne i wyprostowane, z poczuciem spełnionego trudnego i poważnego zadania. Kłaniam się im z szacunkiem, oni się odkłaniają. Nasze relacje są normalne, nie ma w nich nic złego czy niebezpiecznego, mogę spokojnie przechodzić dalej. Wszystko się zmienia, kiedy dochodzę do ostatniej celi w rogu na końcu 2-go piętra. Wyczuwam brzydki zapach, trochę jak z otwartej kanalizacji i w tym samym momencie dostaję ciarek na plecach. Wiem już, że ktoś tu jest. Wchodzę do celi i zamykam oczy, wyczulam się na sygnały i informacje. Widzę kobietę pełną złości, zawiści i agresji, zachowuje się jak chora psychicznie, nie ma z nią "normalnego" ludzkiego kontaktu. Wycofuję się, kłaniam, pozostawiam ją w spokoju. Jestem otoczony światłem, w każdej chwili mogę też rozłożyć skrzydła, jeśli sytuacja będzie wymagała konfrontacji. Na szczęście dusza nie ma tendencji do podążania za żywymi, pozostaje po prostu w tamtym miejscu, zapętlona w swojej negatywnej energii złości. Wysyłam jej energię z serca i idę dalej. Dusza nie jest gotowa na całkowite odprowadzenie, ma coś do przerobienia albo w tym miejscu, albo z kimś jeszcze żywym.